Stasia chce być artystą – co ma kupić?

Porady z szuflady

Stasia chciała zacząć rysować, choć miała tylko jedną kredkę. Brązowa.

Czy jest to możliwe, by stać się artystą, dysponując jednym kolorem? Stasia nie wiedziała, więc postanowiła to sprawdzić. Potwierdziłaby swoją tezę, wygrywając konkurs szkolny. Chciała ujrzeć swe dzieło w gablotce obok pokoju nauczycielskiego pod napisem „1. miejsce”. Czy istnieje coś wspanialszego od tego? Dla Stasi nie istniało.

W domu narysowała swoją kredką najpierw kotka i była z siebie zadowolona, dopóki młodsza siostra nie spytała, czemu rysuje żółwie błotne.

Nie poddawała się i kupiła blok. Siedziała w papierniczym dwie godziny, szukając bloku taniego, ale dobrego, i koniecznie z dużą liczbą kartek. Nie znalazła takiego, więc wzięła rysunkowy za złoty pięćdziesiąt.

Znów wyszedł żółw błotny. Czy to wina bloku? Stasia zrobiła ich jeszcze dziesięć tego dnia. Jej ostatni żółw przypominał bladego kota, wciąż jednak miała wątpliwości, czy zwierzę nie cierpi na chorobę popromienną. Potrzebuję więcej kolorów, pomyślała, wtedy będzie lepiej.

Kupiła dużo kredek i jeszcze więcej kartek. Zaczęła rysować zwierzątko na konkurs szkolny…

Co powinnam jeszcze kupić, żeby wygrać, pomyślała Stasia? (Nie, opłacenie ustawionego werdyktu nauczycieli nie wchodzi w grę).

Jeśli tak jak Stasia nie wiesz, co masz kupić, by odważnie, ale w zgodzie z własnym portfelem, wkroczyć na satysfakcjonująca drogę rysowania, skorzystaj ze wskazówek poniżej.

Dla kogo są rady?

Dla osób, które chcą zacząć zabawę z rysowaniem, a dokładniej używać do tego kredek bądź ołówków. Przy każdym medium (i nie mam na myśli Wróżki Kasandry kontaktującej się z duchami przodków ani średniego rozmiaru, ale narzędzie artystyczne) podam wersję tańszą i droższą. Potraktujcie poniższe rady jako sugestie, a nie jako wyrocznię.

flminglekko.png

Kredki – jakie (= jak je) wybrać?

Rynek zalewa nas kredkami różnej maści: tanimi, chińskimi o gumowatej konsystencji; albo kredkami suchymi jak wiór, które trą po papierze aż uszy nam krwawią, albo kredkami dla dzieci „dobrej firmy” jak określały nasze mamy, kupując nam opakowanie w Tesco, i wreszcie kredkami droższymi, które wyglądają na tanie obok tych najdroższych. I które tu kupić, skoro kredki kujące w oczy ceną są „dla profesjonalistów”, a my jeszcze nimi nie jesteśmy? Nie dość, że tyle mamy firm do subiektywnej selekcji, to jeszcze produkują różne rodzaje kredek, które to z kolei są w różnych wydaniach (podstawowym, studenckim i profesjonalnym).

Zanim kupisz 36 kolorów kredek w kiosku, polecam zadać sobie trzy pytania:

  1. Co chcesz rysować? (komiksy, pokemony, portrety, krajobrazy czy jedzonko?)
  2. Do czego Ci kredki są potrzebne? (czy do pokolorowania raz na jakiś czas czy masz w sobie wielką determinację i przetrzepałeś cały internet w celu przeszukania najgenialniejszych kredek, które będą Ci służyć podczas codziennych sesji rysowania)?
  3. Ile chcesz na to maksymalnie wydać? (Wydać na ten sektor naszego życia pt. „zakup kredek”, by stać się artystą, a nie na 36 kolorów. To jest ważne pytanie, które NAJPIERW powinniśmy sobie zadać, a nie później, gdy koszyk krzyczy, że jeszcze 13,90 zł za przesyłkę, a my dostajemy wtedy tymczasowej ślepoty i wbrew sobie klikamy „zamów”).

Znając odpowiedzi, wiesz już czego szukać. I nie przejmuj się na razie tym, że w drugim pytaniu określiłeś, że będziesz chciał 80 kolorów, a w trzecim odpowiedziałeś 20 zł. Spokojnie, przejdziemy do etapu racjonalnej pomocy i negocjacji z samym sobą. Określenie, „czego potrzebuję” bywa trudne, ale po to ten wpis – so get the party started!

lawrence.png

Co chcesz rysować?

Wyobrażasz sobie, że Stasia kupiła pudełko „wszystkich” kolorów, tematem konkursu jest „Portret idola”, a okazuje się, że w nowym zestawie nie ma cielistej kredki? Dlatego, aby tak jak ona nie zostać odrapanym z nadziei, zastanów się, co chcesz rysować. Niekiedy wiesz to od razu, bo zawsze to owo rysowałeś na okładkach zeszytów z nudnych przedmiotów. Ale jeżeli nie wiesz, czego właściwie chcesz, prócz tego, że chcesz rysować,  to najlepiej kup zestaw kredek.

Zazwyczaj bywa tak, że ludzie rysują to, co najbardziej lubią – najczęściej oglądają prace innych artystów o takiej tematyce. Jeśli łapiesz się na przeglądaniu samej mangi, koni arabskich albo martwej natury, to prawdopodobnie to jest działka, która Cię do siebie zaprasza.

Załóżmy, że chcesz rysować portrety. Kup wówczas paletę barw zawężoną do różnych odcieni skóry.  Korci, by kupić wiele kolorów, bo „im więcej, tym lepiej” i takie kredki „przecież nudno wyglądają”. Owszem, wyglądają nudno i nie wybuchają eksplozją kolorów, ale… tylko w pudełku. Na papierze czynią cuda. Często im mniej, tym lepiej.

Masz dwie drogi.

obie.jpgPierwsza to kupienie gotowego zestawu odcieni. Takie paczki oferują producenci bardziej profesjonalnych kredek jak Prismacolor Premier (24 sztuki kosztują ok. 180 zł – paź 2018 r.) czy Polycolor Portrait od KOH-I-NOOR (24 sztuki kosztują ok. 60 zł – paź 2018 r.). Producenci dobrali paletę barw za Ciebie, ale jeśli nie chcesz im ufać i…

…jeśli nie potrzebujesz aż tylu odcieni lub chcesz mieć większą kontrolę, rozważ kupno kredek na sztuki. Wcale nie jest tak, że „w zestawie zawsze taniej” – np. kredki Polychromos (te wypasione) w zestawie są droższe niż kupowane pojedynczo. Dlaczego? Bo płacisz za ekskluzywną blachę zielonego pudełka – futerał do instrumentu kosztuje.

Jeżeli komiksy, bajki lub pokemony są Twoimi prawdziwymi przyjaciółmi, wybierz kredki bardziej „jaskrawe” tzn. o bardziej nasyconych i zdefiniowanych kolorach. Skomponuj takie kombinacje zestawów lub odcieni na sztuki, które mają choćby wersję ciemną i jasną danego koloru…

…bo staraj się nie cieniować tylko czarnym*! Dajcie znać, czy zrobić porównanie rysunek cieniowany samą czarną kredką a… rysunek pocieniowany ładnie :D.

balonowajs.png

*Z tym niecieniowaniem czarnym trochę Was oszukałam, bo czasem trzeba albo można. Sama to robiłam i nie biję się w pierś. Sięganie po ciemnego radykała ma uzasadnienie, gdy jest to wyznacznik „Waszego stylu” czy innej fanaberii albo wiecie, dlaczego (bo np. nie macie dużo odcieni, chcecie coś sprawdzić, umiecie cieniować czarnym). Jeśli nie wiecie dlaczego, to w fazie nauki polecam odłożyć pogrzebowy kolor. Popatrz na dowolne zdjęcie. Cienie zazwyczaj mają kolor ciemniejszego bazowego koloru, a nie czerni (chyba, że na obiekty pada światło punktowe, a nie rozproszone, wtedy cienie mogą być nawet czarne, ale takie zdjęcia są rzadkością). Odłóż czarny, choćby w ramach eksperymentu. Bo rezygnacja z tego koloru w cieniach to odwaga. No chyba, że rysujecie ilustracje czarno-białe, to wtedy to normalność.

Teraz Was zaskoczę. Kredkę czarną trzeba jednak mieć. Często się przydaje:

  • do cieniowania najczarniejszych miejsc w portretach czarno-białych, bo nie odbija tak „ślisko” światła jak ołówek,
  • do rysowania źrenic, czarnych włosów,
  • do najciemniejszych fragmentów obrazków, które zawsze się zdarzą, czarnych obiektów itp.

Podsumowanie: spróbuj dobrać kolory kredek do tematyki, nastroju swoich rysunków. Nie bój się, że nie ma w Twojej palecie barw np. niebieskiego – może go zastąpić turkusowy. Jeśli chcesz rysować wszystko albo nie wiesz co, kup różne kolory.

Na jakim poziomie „zaawansowania” chcesz kredki?

Odpowiedź na to pytanie zahacza o powszechną harmonię gospodarczą wszechświata, która rzecze, że im coś jest lepsze, tym droższe. To prawo obowiązuje podobnie w branży odzieżowej: ubrania z najwyższej półki są superdrogie, ale i jakościowe, a ubrania z sieciówek niszczą się po kilku praniach. Lecz nie zawsze tak jest i prawdziwa tropicielka okazji znajdzie wełniany sweter za kilkadziesiąt złotych w lumpeksie, a sweter wysadzany złotymi nićmi w pralce się smutno zmechaci.

Kredki podzielę na 3 główne półki. Różnią się one cenami między producentami, dlatego wybrałam jednego, aby ujednolicić cennik i wyeliminować czynniki zaburzające, które wynikają z polityki wykonywania kredek między firmami.

W nawiasie wpisałam przykład.

  1. Kredki dla amatorów. (Jumbo Faber-Castell)
  2. Kredki dla studentów ASP, do nauki rysowania. (Goldfaber Faber-Castell)
  3. Profesjonalne. (Polychromos Faber-Castell)

Różnica jest odczuwalna, gdy weźmiemy do ręki kredkę Polychromos a kredkę „zwykłą”.  Choć to też zależy od wrażliwości człowieka, bo nie każdy dostaje wyrzutu dopaminy, gdy do ręki bierze jakąkolwiek w ogóle kredkę.

salvik1.jpg

Gdy rysuję profesjonalnymi kredkami, to mam wtedy podobne uczucie jak kucharz, który kroi warzywa profesjonalnym nożem, dla którego ogórki i cebule są jak niewidzialne. Takim ostrzem kroi się niebiańsko, nawet amatorowi. Ale amator i tak nie pokroi warzyw tak szybko jak szef kuchni. Dla niego „zwykły” drogi nóż – sporo tańszy od profesjonalnego – będzie i tak spełnieniem marzeń wśród stępionych ostrzy z Ikei, które zalegają w jego domu. Czy różnica między takimi nożami będzie dla Ciebie odczuwalna? Czy jesteś za nią w stanie zapłacić konkretną kwotę? Czy zakładasz, że niedługo staniesz się wybitnym szefem kuchni, który będzie musiał i tak wymienić nóż na szybkotnący tasak? To sprawa bardzo indywidualna.

Jestem typem człowieka, który lubi mieć mniej, ale lepsze. Dlatego w dziedzinie rysowania, chętnie obcuję z rzeczami dobrze wykonanymi (co, niestety, zazwyczaj oznacza drogimi). Nawet jeśli różnica między kredkami ze średniej i najwyżej półki jest  teraz dla mnie niezauważalna, to wiem, że po roku już może być widoczna – dlatego inwestuję w przyszłość. Poza tym uwielbiam, gdy ludzie wykonują przedmioty, które same w sobie są dziełem sztuki. Kojarzy mi się to z warsztatem rodzinnym, który kultywował udoskonalanie obróbki przez pokolenia, sercem syna założyciela wkładanym w wykonanie produktu oraz latami dopracowywania receptury. Lubię trzymać w rękach coś, co nie jest kichą. Jestem w stanie znieść niewygody postaci niedoboru kolorów, jeśli tylko mam szansę rysować czystą jakością. Dlatego w moim przypadku idealnym rozwiązaniem okazało się kupienie paru kolorów Polychromosów i dokupywanie co jakiś czas potrzebnych mi kolorów. Nawet gdy ich nie użyję, to widzę w wyobraźni moje wnuki znajdują na strychu te kredki i mówią „kiedyś to była jakość”.

A poza tym ładniej wszystko wychodzi, bo sama „lepsza” kredka nie pobrzydza nam rysunku złym blendowaniem czy zostawianiem okruszków z rysika. Kredki z niższych półek też tego nie robią, ale trzeba wiedzieć które to są. Bo nie chcemy trafić na te gumowe, prawda?

Przedstawiłam mój punkt widzenia, ale Ty zastanów się, czy wolisz mieć mniej kredek dobrej jakości, ale wtedy kombinujesz z łączeniem kolorów, rysujesz „niebieskie twarze”, bawisz się stylem i kolorystyką, czy preferujesz większą swobodę, ale kredki gorszej jakości (które na początek zupełnie wystarczą). A może stać Cię na profesjonalny duży zestaw?

kwiatmaly.JPG

Dla mnie kupienie kilku droższych okazało się świetnym rozwiązaniem – nie mogłam narysować wszystkiego, ale rekompensowało mi to używanie jadących po papierze jak masełko Polychromosów. Poza tym przyznam się, że miałam tańszy zestaw wszystkich kolorów kredek, które czasem mi pomagały.

Taki zestaw kredek „tańszy”, ale wszystkomający ma wielkie zalety. Na papierze często nie widać aż takiej różnicy, jeśli rysunki są proste i nie zależy nam blaknięciu z czasem i wodo-wiatro-zimno-kulo-niewiemcojeszcze-odporności, a mamy kolorystyczne pole do popisu. Rozważ opcję tańszy zestaw kolorowy + wybrane barwy na sztuki.

depp2.jpgPodsumowanie: co dla ciebie bardziej się liczy – wielorakość kolorów czy obłędny sposób rysowania kredką, a może odporność na światło, bo chciałbyś malować wiekowe portrety? Albo wszystko na raz? Zbadaj swoją wrażliwość i portfel dźwigający potencjalne przyszłe wydatki artystyczne – i wybierz satysfakcjonującą opcję.

Są ludzie, którzy uważają, że nie ma żadnej różnicy między jedwabną bluzką a bluzką z poliestru. Jeśli są pozbawieni takiej umiejętności, to nie spostrzegą tej różnicy również między Polychromosami a Bicami Evolution Stripes (ała!) – a to jest jak dobro i zło.

Ołówki

Polecam na początek wybrać przynajmniej 3 ołówki różnej twardości. Dlaczego nie jeden? Bo jednym ołówkiem uzyskamy płaski rysunek.

Nawet, jeśli jeszcze nie wiemy, po co, to warto kupić kilka ołówków, bo przyzwyczaimy się do obcowania z ołówkami różnej twardości i nauczymy się wybierać odpowiedni w danej chwili. A poza tym przydadzą się do szkiców.

wpis_cokupic.jpg

 

Blok – wyzłacany z aksamitem czy z czerpanym papierem?

Papier ma znaczenie – to nie jest tak, że kredki na jakimkolwiek rysują tak samo. Najlepiej sprawdzić to eksperymentalnie, bowiem jest dużo kombinacji kredki+blok.

Zastanów się nad kolorem kartek, gramaturą, fakturą, liczbą kartek.

Do szybkich szkiców wystarczy zwykły szkicownik lub zwykłe kartki do drukarki. Dobry gładki blok Cansona można kupić w niskiej cenie za ok. 2-3 zł. Jeśli chcesz sięgać wyżej, to wybieraj bloki „dla studentów” lub „profesjonalistów”. Jak je poznać? Nie martw się, zauważysz, cena rzuca się w oczy.

Kolor kartek to kwestia waszych preferencji. Zależy mi na tym, byście wiedzieli, że istnieją bloki o kremowych, szarych lub brązowych kartkach. I na nich również się super rysuje! Bo można np. zaznaczyć białą kredką odblaski i jasne obszary.

Gramatura – inaczej ciężar papieru. Albo bardziej życiowo – grubość papieru. Warto wybierać kartki nieco grubsze. Jeśli zależy Wam na wyjątkowo grubych, to pamiętajcie, że zazwyczaj są droższe i jest ich mniej w zestawie.

Faktura – jeśli nie kupisz bloku do akwareli, to nie powinieneś mieć problemu. Bloki dzielimy m.in. na gładkie (smooth) i ziarniste (grained). Na gładkich dobrze widać najmniejsze szczegóły, są „bardziej śliskie, mniej szorstkie” – linie nie wyglądają ani trochę jak kreda na chodniku. Do ziarnistych bardziej czepia się grafit – to może być wygodne, ale narysujemy mniej szczegółów. Lubię takie i takie bloki – zbadaj swoje upodobanie.

Liczba kartek – jeśli kupujesz blok po raz pierwszy, nie warto rzucać się na liczbę 50-200, nawet jeśli ktoś bardzo blok poleca, a opinie w internecie są pochlebne. Nie znasz bloku, nie ryzykuj. No, chyba, że lubisz :D.

love2.png

Przydatne bonusy

One zawsze cieszą, a czasem się nawet przydają :).

  • biały żelopis – przyda się do rysunków najbardziej – białe, drobne elementy (odblaski, kropeczki), których nie wybieli żadna kredka nie są dla niego wyzwaniem
  • metalowa temperówka – bo nie taka droga jak elektryczna i nie taka lipna jak plastikowe
  • gumka chlebowa – gumka, którą się nie wyciera, ale dotyka rysunku, wymazując w ten sposób
  • wiszery – bo nie rozmazujemy palcem! Jeśli wacik do uszu ci straszny i cię męczy (nie dlatego, że nim czyścisz uszy tylko wykorzystujesz do rozcierania), to wiszery będą okej
  • podstawka do rysowania, bo rysowanie na płasko bywa złudne przez perspektywę płatającą figle. Myślisz, że dobrze narysowałeś twarz, a tu jednak dobrze wygląda tylko z twojego punktu widzenia, bo na wprost jest jakaś taka… rozciągnięta. Podstawka niweluje ten efekt (ewentualnie wstawanie i patrzenie z góry przy rysowaniu).

Poniżej pokazane, o co chodzi z podstawką do rysowania.

Szybkie rady dla początkujących

  • rysuj dużo szybkich szkiców, to bardziej uczy niż jeden rysunek wykonany w 20 h
  • poprawiaj ten sam obiekt wielokrotnie i rysuj go jeszcze raz i jeszcze raz – obok na nowo – uczysz się w ten sposób
  • krótki filmik o anatomii rysowania da ci bardzo dużo – wiedza to klucz do sukcesu
  • popatrz jak robią to inni i staraj się ich naśladować – wybierz sobie artystę, którego styl i sposób rysowania bardzo Ci się podoba i ćwicz na jego przykładach (nie znaczy to, że masz publikować te szkice ćwiczebne jako swoje!)

cropped-logomart_white.jpg

Stasia nie wygrała konkursu. Poczuła się taka mała, gdy ujrzała, że jej rysunku nie było nawet w gablotce wyróżnionych. Piekło ją wszystko w środku, gdy obok skakała z radości Basia. Jednak Stasia miała teraz wiedzę, zestaw do rysowania i kolejną szansę już za rok…

Reklamy

Jak idealnie wykonać zlecenie graficzne? – 13 sposobów

Pora na porady

Mówią, że szybciej jest uczyć się na błędach i odkryciach innych. Jeśli chcesz oszczędzić cenne minuty życia, przeczytaj 13 porad ratujących przed godzinami nieplanowanej pracy po nocach.

Co zyskasz? Spokojne sumienie przed każdą współpracą, wcześniejsze przygotowanie na wypadki losowe, porządek (zamiast: „a gdzie był ten plik z wersją zielonego drzewa po lewej stronie, ale z przezroczystością i pomniejszony?”), satysfakcjonujący efekt końcowy. A przede wszystkim zadowolenie swoje i klienta.

Umów się wcześniej na konkretną kwotę.

Raz tego nie zrobiłam. Naprawdę :). To była moja pierwsza współpraca, w której najwięcej się nauczyłam. Dlaczego? Bo popełniłam najwięcej błędów. Dobrze, że przydarzyły mi się one szybko.

If I had to live my life againI’d make the same mistakesonly sooner.
~Tallulah Bankhead

Niepewność, jaka jest ostateczna kwota bywa strofująca. Podaj więc cenę na samym początku – z dokładnością co do złotówki. Wtedy Ty i klient będziecie spali spokojnie.
Jeśli dokładnie nie wiadomo, jak duży będzie zakres pracy i w którym kierunku projekt  będzie zmierzał, to podzielcie pracę na etapy, co do których macie pewność, że się pojawią (np. szkic, wykonanie projektu). Wyceńcie każdy osobno, a decyzję co dalej podejmiecie później, gdy wizja się wyklaruje.
Ustalcie z klientem termin zapłaty. Bo pamiętaj, że nie każdy ma pieniądze od razu na zawołanie – szczególnie pod koniec miesiąca ;).

Umów się wcześniej, co wchodzi w skład umówionej kwoty.

Niby wiadomo, że trzeba narysować np. wiewiórkę Marysię na plakat reklamujący przedszkole, ale niuanse mogą wyjść na etapie oddania.
Dla klienta oczywiste wtedy będzie, że wiewiórka będzie widniała na wielgachnym plakacie budynku, więc nawet o tym nie wspominał. Ty za to w głowie miałeś mały plakacik na korytarzu. Ustal na samym początku format i technikę wykonania (rastrowo/wektorowo).

Z góry określ, jakie pliki wyślesz. Czy dołączysz takie umożliwiające modyfikację rysunku? Zdecyduj, czy zgadzasz się na to, aby wiewiórkę ktoś później zmieniał.

Im więcej szczegółów określisz, tym lepszą wizję klienta zrealizujesz (niekoniecznie, tym ładniejsze będzie dzieło – ale o tym w punkcie 7.). Zapytaj o preferencje co do stylu, kolorystyki, a nawet pozy. Gdy klient mówi, słuchaj (o tym więcej w punkcie 6.).

Jeśli wiesz, co dokładnie masz wykonać i jesteś gotów wyskoczyć do pracy, zaliczyłeś tę lekcję celująco. Jeśli masz mieszane uczucia, dużo pytaj i rozwiewaj swoje wątpliwości.

Określ, ile poprawek zrobisz w cenie. 

Określ złoty środek – fajnie, gdy klient będzie mógł coś poprawić – to dla niego ratunek, gdy Wasze wizje się rozmijają.
Ale nie doprowadź do skrajnej sytuacji, w której będziesz produkować setki wersji – każda z inną, małą poprawką. Najlepiej drobne poprawki wprowadzać pakietami tzn. klient zbiera ich np. 10, a Ty je nanosisz za jednym zamachem. Redukuje to czas ciągłego odpalania pliku i eliminuje pracę na wyrywki.
Jeśli klient pyta o opinie swoją rodzinę czy kolegów, rusza machina niekończonych się poprawek, bo każda z osób ocenia wg swojego gustu. Klient i grafik są bardziej wtajemniczeni, bo wiedzą jaki ma być odbiór logo, czemu ma służyć, dlaczego coś jest tak, a nie inaczej – działania są przemyślane, a mniej podyktowane osobistymi preferencjami.
Najlepiej ustalić liczbę poprawek małych i dużych już na początku – i trzymać się tego. Zastanów się, czy zgodzisz się na zmianę wizji w trakcie? Ile wersji  projektu zaproponujesz?

Zbieraj inspiracje.

W ferworze pracy możesz zgubić niechcący myśl przewodnią lub odczucia co do dzieła klienta podane na samym początku. Dlatego spisz je sobie najpierw. Chodzi tu bardziej o emocjonalne skojarzenia.
Podam przykład.
Załóżmy, że Pani Zofia chciałaby zamówić logo dla swojej firmy. Mówi, aby było ono energiczne, zwiewne, ale kobiece. Koniecznie powinien wystąpić kolor czerwony, ale przyćmiony jakimś innym, bardziej stonowanym. Gdy zapiszesz sobie to wszystko na początku, nie zgubisz przesłania, bo będziesz mógł na każdym etapie pracy do niego wrócić.
Zrób wcześniej tablicę z inspiracjami np. na Pintereście (nawet wspólną, do której klient również ma dostęp – może wtedy komentować, co w danej inspiracji mu się podoba, a co nie). Zbieraj tam wszystko, co… może być inspiracją: palety kolorów, odczucia, linie, wzory, kształty, style…
Albo, opcja dla ludzi żyjących w tym drugim świecie (to chyba real się nazywało?) – mapę myśli na papierze, w której będą skojarzenia z efektem, jaki wywołać ma obraz.

Zrób folder.

Łatwo pogubić się w wielu informacjach, wytycznych i zdjęciach przesyłanych przez klienta. Zgromadź je wszystkie w jednym miejscu np. folderze, gdzie będziesz chować referencje, umowy, swoje pliki w różnych wersjach, swoje graficzne pomysły i szkice.
Nie pozwólcie, by referencje kisiły się w upchanym folderze Pobrane!
Jedno zlecenie – jeden folder. I życie staje się łatwe.

Dobrze się komunikuj.

Dobra komunikacja dotyczy obu stron, ale Ty możesz zadbać jedynie o swoją część.
Co więcej, jeśli klient zachowuje się w sposób, który na Ciebie źle działa np. jego wiadomości powodują u Ciebie takie objawy jak chęć uderzenia w monitor, niekontrolowane konwulsje i agresywne zwroty, to umów się z lekarzem lub farmaceutą to pamiętaj, że swoją komunikacją jesteś w stanie dużo zmienić. Dlatego nie ulegaj emocjom, zachowuj się profesjonalnie. Bądź uprzejmy i wyrozumiały.
Bo druga strona może mieć inną wizję i gust. I to nie jest niczyja wina. Nie każda niezgodność musi prowadzić do konfliktu. Niezgodność płci prowadzi przecież do czego innego :).
Odpowiadaj szybko i nie każ na siebie czekać tygodniami.
Jeśli masz jakąś swoją wizję, argumentuj ją swoją wiedzą i doświadczeniem. Powiedz, dlaczego wg Ciebie te kolory czy kształty bardziej się sprawdzają. Dyskutujcie.

portmonetka_gif

Nie realizuj swojej wizji, ale wizję klienta.

To, że nie pomachasz frywolnie pędzlem i nie strząśniesz kropel farby z pędzla na płótno zamaszystym i dzikim ruchem, nie musi być ograniczeniem. Potańczyć możesz w chwilach wolnych i przeznaczonych na kreatywną twórczość.

Nie próbuj na siłę zmieniać czyjejś ugruntowanej koncepcji. Jeśli uważasz, że jest niezbyt korzystna dla niego samego, zaproponuj swój pomysł, ale nie narzucaj.  Nawet jeśli, klient nie jest pewien, jak to COŚ ma wyglądać, bo nie ma wyobraźni, to twoim zadaniem jest to z niego wyciągnąć. I realizować wyciągniętą wizję :).

No, chyba, że daje Ci totalnie wolną rękę albo nie wie, czego chce. O ile to pierwsze to z pewnością prawdziwa frajda, to drugie może na końcu zakończyć się rozczarowaniem i klient dojdzie do wniosku, że „nie wiem, czego chcę, ale to na pewno nie to”.

Pamiętaj, że grafika może spełniać różne role – np. zamiast tylko ładnie wyglądać, większe znaczenie może mieć przyciągnięcie uwagi lub przekazanie jakiejś treści emocjonalnej – i o to może komuś chodzić. Na pewno kojarzycie niezbyt ładne logo jakieś firmy, która odniosła sukces światowy.

Podam wam trochę skrajny, ale za to zastanawiający i śmieszny przykład.

Ostatnio, jadąc autobusem, zobaczyłam na ulicy logo zrobione w Paincie w 3 minuty – było tak śmieszne i nieprofesjonalne, że firma utkwiła mi w pamięci. Poza tym logo należało do niszowej firmy zajmującej się raczej mosiężnymi rzeczami – powiedzmy wykrajaniem desek. Takie logo sprawia, że myślimy o firmie jako taniej i swojskiej należącej do jakiegoś Pana Janusza (pozdrawiam wszystkich wspaniałych Januszów!). A przecież nie potrzebujemy, aby ktoś nam wykroił deskę laserem i za dużą kwotę. Logo przywodzi na myśl jakiegoś drwala, który, co prawda nie zna się na jakiś estetycznych kwiatkach, ale umie dobrze rąbać. Robi to dobrze i tanio. Logo spełnia swoją rolę. I zapada w pamięć.

Zawsze rób kopię zapasową!

Pogramy lubią się crashować, a nigdy nie wiadomo, kiedy to nastąpi. Co jeśli Twój plik zostanie zniszczony lub będzie nie do odzyskania? Przygotuj się na możliwy armagedon i zawsze miej ZAKTUALIZOWANĄ kopię zapasową.

Kopia zapasowa wiele razy uratuje wam 4 litery albo nawet cały alfabet.

Ale pamiętajcie, że kopia ma to do siebie, że zazwyczaj nie przydaje się wtedy, gdy ją robicie. Okazuje się najbardziej potrzebna, gdy jej nie ma.
Wniosek z tego jest jeden: i tak rób kopię zapasową.

Zapisuj co chwilę.

Bo crashe programów przychodzą niezapowiedziane jak teściowa w leniwą niedzielę.
Nikt nie lubi tracić przecież godziny niezapisanej pracy. Albo nawet intensywnych 15 minut.
Warto włączyć sobie w ustawieniach automatyczne zapisywanie co określony czas.

Może dorzuć jakiś bonus?

I nie chodzi tu od razu o dodatkowy obrazek i naręcze kwiatów w podzięce dla klienta. Ale np. zaprezentowanie grafiki na mockupie albo wcześniejsze wykonanie zlecenia jako miła niespodzianka. Najpierw w stu procentach wykonaj dobrze zadanie, a dopiero potem myśl o bonusach, bo nie chcesz chyba polewać polewą ciasta, które jest zakalcem?

Poproś o referencję lub podziękuj za współpracę.

Punkt przez wielu pomijany, a tak miły i ważny. Lubimy, gdy klienci wracają, prawda? Poza tym sama współpraca wtedy toczy się przyjemniej.

Ja nie podejmuję bardzo wielu współprac, bo nie wszystkie są w zgodzie ze mną (np. nie chciałam, aby moje obrazki „zdobiły” plastikowe obudowy do telefonów – po prostu takowe mi się w ogóle nie podobają. Obrazki z nich schodzą i jeszcze ten pękający plastik… mART to również filozofia zrównoważonego życia zgodnego ze sobą, a więc również z naturą, szukanie piękna wokół, a ja po prostu nie widzę piękna w takim plastiku. Może kiedyś mi się zmieni, ale na razie n i e).

Dbanie o współpracę i traktowanie jej jako coś więcej niż handel wymienny. To próba przelania myśli obcej nam osoby na formę graficzną i namacalną. Z czegoś niematerialnego – ludzkiej myśli – powstaje COŚ – za sprawą rozmowy, relacji trwającej choćby krótką chwilę. Istna magia.

A może umowa?

Schodzimy na ziemię. Jeśli chcesz lepiej zabezpieczyć swoje interesy, rozpatrz podpisanie umowy. Najczęściej wybieranym dokumentem jest pisemna umowa o dzieło. Miej przygotowany wcześniej szablon, który możesz lekko zmienić i dostosować do konkretnego zlecenia.
Pamiętajcie, że przekazanie praw autorskich majątkowych (znaczy tych, które pozwalają na czerpanie korzyści majątkowych poprzez sprzedawanie, rozpowszechnianie itp., a nie osobistych praw autorskich, które są niezbywalne) uprawnia Was do uzyskania kosztów przychodu aż 50% z kwoty, którą klient dał za dzieło (dane na rok 2018).

Rób to, co umiesz!

Bierz zadania, do których masz pewność, że masz wiedzę i umiejętności, by im sprostać. Wiem, że czasem trudno w siebie uwierzyć, ale chodzi bardziej o skrajności – „nigdy czegoś nie robiłem, ale myślę, że dam radę lub zrobię szybki tutorial”. Nigdy w życiu, chyba, że…
klient świadomie się na to pisze, bo np. ponad wszelkie dogodności tego świata ceni sobie Twój ponadprzeciętny gust estetyczny i ma wiarę w Twoje zdolności percepcyjne.

cropped-logomart_white.jpg
Unikajcie też brania na siebie zadań, jeśli nie jesteście pewni, czy wyrobicie czasowo. Niewypoczęty i zestresowany grafik ma mocno ograniczoną kreatywność! A tu chodzi o jakość.

Dotychczas udało mi się pracować z samymi rzetelnymi, miłymi i zadowolonymi z mojej pracy osobami. Może to szczęście, a może zasługa tych 13 punktów? 🙂

Poza tym pamiętajcie, że ludzie są z reguły uczciwi (mimo jakiś pojedynczych przypadków), więc nie podchodźcie do każdego nieufnie.

Jestem bardzo ciekawa Waszych propozycji na lepszą współpracę – z obu punktów widzenia. Podzielcie się myślami  w komentarzach! Każda opinia jest cenna, szczególnie, że często myślimy, że coś jest oczywiste i inni myślą tak samo. A wcale tak nie jest!

Jeśli chcecie zobaczyć część zleceń, które wykonałam, zapraszam do zakładki Portfolio.

 

 

 

 

Co artystycznego chcę pod choinkę?

Porady z szuflady

prezentyŚwięta to dobry czas, żeby kupić sobie coś nowego (albo szczęśliwie otrzymać, jeśli skutecznie podszeptujecie rodzinie swoje pragnienia) bez żadnych wyrzutów sumienia, że może okaże się to niepotrzebne i będzie zbędną dekoracją pośród pamiątek z brokatem znad morza.

Mnie szczególnie cieszą prezenty pochodzenia plastycznego. Potrafię cieszyć się ze zwykłego długopisu czy ołówka automatycznego – ze wszystkiego, co ma rysik i umie mazać. Do dzisiaj pamiętam srebrny pisak, który dostałam na mikołajki, gdy miałam mniej niż 10 lat. Kosztował może 5, a może 12 zł, a dla mnie był ucieleśnieniem marzeń.

Jeśli również przeszywają Cię pozytywne emocjonalne dreszcze na myśl o przyborach plastycznych, to moja lista życzeń, pomoże Ci się zdecydować albo odkryć coś dla siebie.

skarpeta

Lista nie zawiera każdej rzeczy, którą chciałabym dostać, ale tylko te „niezbędne”. Odpuszczam sobie pomysły typu milion drogich kredek, choć pewnie fajnie byłoby je mieć – ale mam poczucie, że to nie ten moment, że jeszcze na nie nie zasługuję, bo nie wybawiłam się tymi, które mam, doszczętnie. Czułabym, że otrzymałam coś za wcześnie i za dużo, a to uniemożliwia prawdziwe docenienie biorące się z wyczekania. Czuję się wtedy jak nieskupione dziecko, któremu szkodzi nadmiar zabawek: ogląda bajkę, bawi się klockami, a rodzice już lecą do niego z nowym tabletem. Dlatego dajcie mi jedną, a porządną zabawkę, a wybawię się nią na wszystkie sposoby!

 Jednocześnie nie liczę na to, że dostanę wszystkie poniższe rzeczy, bo na potrzeby wpisu listę naciągnęłam, aby każdy mógł wybrać coś dla siebie. Nawet nie chcę dostać wszystkich, bo nie mogłabym się delektować prezentami i celebrować ich używania.

Rzeczy posegregowane są priorytetami – na górze listy znajdują się takie, które najprawdopodobniej sobie kupię lub dostanę. Im niżej, tym mniej płomiennych emocji  przedmioty we mnie budzą.

Lista plastyczno-świąteczna

swieta

  1. Bloki rysunkowe/szkicownik. Mój szkicownik ostatnio przeżywa swoje życiowe apogeum i jego życie dobiega końca. Szkicownik to świetny pomysł, bo do rysowania w nim podchodzisz z przekonaniem, że rysunek nie musi się udać, bo to tylko ćwiczenia. A jak się uda, to wyrwiesz stronę i schowasz do teczki. Szkicownik eliminuje strach przed pustą kartką. To wręcz narzędzie psychologiczne!
    Jeśli chodzi o bloki, to chcę sobie sprawić taki, z papierem Smooth – widać na nim dobrze wszystkie szczegóły, nie jest ziarnisty.
    bloki.jpg
    Oprócz tego kupię zwykły blok techniczny Cansona, bo zawsze się przydaje. Lubię wybierać te, których papier nie żółknieje z czasem.
    I konieczne jeszcze jakiś z kolorowym papierem np. szarym, kremowym lub brązowym. Bardzo ładnie widać na nich białą kredkę i nadają rysunkom taki ciepły klimat. Kremowy papier ma dodatkowo tę zaletę, że przy szybkich szkicach ciała ludzkiego można zostawić mid-tones (półcienie) jako prześwit tego cielistego papieru robiącego za skórę.Moje wybory:

    ♥  Szkicownik z Talens Art Creation

    ♥  Szkicownik artystyczny 120g 100 arkuszy

    ♥  Szkicownik SM-LT sketch pach natural brown 135g 80ark A4 (lub analogiczny szkicownik)

    ♥  Blok Winsor&Newton smooth surface cardridge pad heavy 25ark 220g

    ♥  Blok Canson student szkicowy 90g

    ♥  Blok Strathmore s.400 toned tan 118g

  2. Żyletki. Nie po to, aby podcinać sobie żyły, przewijając instagramy (słownik nie zna słowa „instagramy” i podpowiada „pentagramy”, jak uroczo…) najlepszych artystów. Ale do ostrzenia ołówków w taki sposób, w jaki żadna temperówka nie uczyni. Chodzi o to, aby było widać rysik na sporej części. Dzięki temu można cieniować szybciej i uzyskiwać ciekawe linie.
  3. Biała, intensywna kredka. Najlepiej Derwernt Drawing. Idealna do rysowania na kolorowym papierze: szarym, brązowym, czarnym… A co będę wymieniać wszystkie kolory. Na każdym kolorze papieru!
  4. Dodatki i ozdóbki z Action (taki chińczyk). Tam jest wszystko, czego moja artystyczna dusza potrzebuje. Uważny czytelnik napomknie, że przecież nie ma tam nic jakościowego, a ja jestem wyznawcą jakości. Powiem, że to jest jak z wacikami i kremem do twarzy – pierwsze nie muszą być drogie i porządne, krem już powinien. Ozdoby na kartkę świąteczną czy ozdobny papier to dla mnie właśnie takie waciki, natomiast kredki i pisaki to krem dla rysunku.
    To, co kupiłabym w Action, nie znajdzie się na tej liście (bo tam odbywają się spontaniczne zakupy alla zakupoholiczka w drogerii na Black Friday), bo gdy wchodzę do tego sklepu, to na chwilę zapominam o swoich zakupowych moralach.
  5. Blenda. Nie jest to typowo artystyczny przedmiot, ale rzecz powiązana z moim rysowaniem. Bo gdybym nie rysowała, to bym blendy nie potrzebowała. Otóż, lubię robić ładne zdjęcia rysunkom i do ładnego oświetlenia nie używam profesjonalnej lampy, ale… styropian. Tak, dobrze czytasz. Płat styropianu, który dzięki swojej bieli odbija światło padające z okna i dobrze oświetla rysunek. Taka blenda z różnymi opcjami kolorystycznymi to wydatek rzędu 30 zł, więc pozwoliłam sobie na takie księżniczkowe zachcianki.
    Zamiast tłumaczyć, o co chodzi z blendą, przedstawię Wam profesjonalistkę, która wszystko Wam wyjaśni, jeśliście spragnieni tej wiedzy.
  1. Duży piórnik na artystyczny dobytek. Najlepiej ładny. Ale trudno znaleźć ładny i funkcjonalny jednocześnie, dlatego aktualnie trzymam wszystko w dwóch piórnikach, które wiecznie są otwarte i kipią z nich przybory.
  2. Nowy promarker lub uzupełnienie wkładów. Nowy promarker zbuduje zupełnie nowe połączenia kolorystyczne z tymi promarkerami, które masz (albo Copicami/czy innymi markerami, które lubią wąchać  „gimnazjalni” alkoholicy). Np. w mojej palecie brakuje niebieskich i zielonych – gdybym zechciała je kupić, to bym mogła tworzyć inne klimaty.
  3. Tusz czarny. Nie do drukarki, ani do rzęs (chociaż skład pewnie podobny). Tusz, który pozwala rysować najczarniejszym czarnym i łączy się z różnymi mediami.
  4. Ołówek automatyczny. Bo jest dokładny w rysowaniu i się nie skraca.
  5. Pędzelek do akwareli. Chciałabym spróbować, jak to nim się maluje, nie trzeba za każdym razem nabierać wody, a fajnie można nim kaligrafować.
  6. Ołówki Faber-Castell. Póki co mam te stare jak świat z Steadlera i Granda, ale marzą mi się takie fajniejsze. Ale może to zwykły snobizm albo uzależnienie od domniemanej jakości? Zostawiam na końcu listy.

Jeśli już wyobrażasz sobie siebie wychodzącym z plastycznego z naręczem przyborów, które mogłyby być bazą do założenia własnego sklepu, to jeszcze zawróć, bo jeszcze może zainteresować Cię TO:

Oprócz tego, co polecam, bo często po to sięgam, ale tym razem sobie nie kupię, bo mam albo nie potrzebuję:

  • akwarele – bardzo wdzięczna technika, która wymaga wprawy, uwielbiam ilustracje nimi wykonane, ale sama jakoś nie czuję jeszcze pociągu do zastosowania tej techniki. Najbardziej polecane akwarele to Białe Noce i Kuretake.akwarele.jpg
  • wiszery – jeśli rysujesz portrety i rozcierasz wacikiem albo, nie daj Borze Tucholski, palcem (sic!), to zaopatrz się w wiszery. Stworzone do rozcierania. Nie wiedziałam kiedyś, że coś takiego nasza ludzkość wymyśliła. A to prostsze niż budowa cepa jest…
    olowki_wiszery.jpg
  • brushpen – jeszcze mi się nie skończył, a mam zasadę, że nie kupuję czegoś, skoro jeszcze mam; aktualnie posiadany Pentel Brushpen kupowałam w sklepie Frannys – bardzo przyjemna końcówka, kupię raz jeszcze. BTW,jeśli lubisz smakowe kawy i kaligrafię, to jest sklep „zaopatrywacz” dla Ciebie.jackson.jpg
  • glina lub masa plastyczna – sięgam po to średnio raz do roku, żeby się rozerwać (śmigolasy na piątkowych imprezach nie zrozumieją, co to znaczy się rozerwać w mojej definicji). Można wykonać z nich ozdoby świąteczne, podkładki, miski, kubki – wszystko, co piękne, ale nigdzie nie kupisz. Zrobiłam ostatnio makramę z masy plastycznej imitującej kamień. Cena całości ok. 5 zł. Obejrzyjcie krótki filmik z powstawania makramy zwierzątkowej:
  • kredki na sztuki – to jest moje uzależnienie, więc nie mogę się rozpisać; jedna dobra kredka za 5 zł nie rujnuje jeszcze portfela, a tyle może wnieść do artystycznego życia (co z tego, że to jest jak stawka wejściowa prowadząca do uzależnienia i ruiny oszczędności 😀 – nie bój, się przesadzam – to zależy od Twojej siły woli). Polecam Polychromosy. Prismacolor też są ponoć dobre.kredki.jpg
  • biały żelopis – jak papier toaletowy: niezbędny i biały. Polecam Gelly Roll Sakura. Na rysunku poniżej (wykonanym akwarelą Kuretake – jedną też da się coś wykombinować) biały żelopis podkreślił odblaski na oprawkach, włosach i oczach.gelly.jpg
  • coś do robótek ręcznych np. filc, kartki, koraliki.

cropped-logomart_white.jpg

Jeśli nie masz wprawy przy podszeptywaniu pomysłów na prezenty dla Ciebie, polecam kupić rzeczy samemu, 5 grudnia dać pod poduszkę i nazajutrz bardzo się ucieszyć :).

Celownik. Nie przypadek!

Informacje

Jeśli czujesz, że dopadł Cię brak poczucia sensu i celu, a potrzebujesz sprzymierzeńca, który przyjmie Twoje myśli i pomoże się zebrać, to Celownik jest dla Ciebie.

 Wyceluj swój cel i nie pozwól, by Twoim życiem kierował przypadek!

Celownik to narzędzie, które mi pomaga w realizacji większych celów. Nie chciałam pisać na nowo w zeszycie tych samych treści, więc zrobiłam uniwersalny, drukowany szablon. I przy okazji chciałam się podzielić z Wami tym, czego sama używam. A wiadomo, że jak człowiek robi coś dla siebie, to robi to starannie i ładnie.

Przyświeca mi dywiza, że doskonałość to umiejętność zawarcia rzeczy w prostocie. By nie było za dużo, a wszystko, co jest potrzebne. Dlatego, zebrałam samą esencję w Celowniku. To tak jakbym zrobiła obiektowi jak najmniej zdjęć z różnych stron, a jednocześnie jak najdokładniej go w ten sposób opisała.

Konkretnie i na temat. Tak, by 10 minut dało się wypełnić. Nie dłużej, abyśmy nie mieli poczucia, że działamy, pisząc jedynie o naszych planach na kartkach.

1

Co da Ci Celownik?

Celownik pozwoli Ci trzymać swoje cele spisane i klarowne zawsze przy sobie. Wklej go do zeszytu, powieś na ścianie lub noś w kalendarzu lub miej w szufladzie biurowej.

Pytania z sekcji Mentalność pozwolą uporać Ci się ze swoimi słabościami, odkryć, czy cel jest dla Ciebie.

Pytania z sekcji Czasowo określą dokładnie, co masz robić i kiedy. Jest to bardzo ważny etap, dzięki któremu Twój cel nie jest rozmyty, ale zobowiązujący.

Instrukcja szczegółowa podpowie Ci, co możesz wpisać w rubryczki, a dodatek motywacyjny pomoże dotrwać do końca realizacji.

2

Jak wygląda?

Są to 4 szablony do samodzielnego, wielokrotnego druku. Są w formacie A4 oraz A5. Całość jest zachowana w kobiecej, prostej formie. Na każdym z szablonów znajduje się inna znana aktorka w jednej ze swoich ról. Poznasz je wszystkie?

Jak go zdobyć?

Celownik będzie wysłany tylko dla pierwszych 20 osób, które zgłoszą się i zapłacą za Celownik w podanym przeze mnie terminie (jeśli tego nie zrobią, szanse mają osoby z listy rezerwowej).

Wystaczy napisać „Chcę Celownik” na maila szufladamart@gmail.com do końca listopada i czekać na potwierdzenie.

W mikołajki będzie czekać świeżutki Celownik w Waszej poczcie!

Ile kosztuje?

Celownik (razem z instrukcjami, motywatorami itd.) kosztuje 30 zł.

celownik_reklama

Co się w nim znajduje?

W cenie są:

📝4 szablony celownika,
📋instrukcja krótka i dłuższa,
📔przykładowo wypełniony celownik
🎁bonus motywacji.

W Celowniku są wszystkie potrzebne rubryczki i pytania, które pomogą doprowadzić Cię do celu. Sprawdzają się u mnie dobrze, a doszłam do nich metodą prób i błędów.

A na końcu czeka Cię odrywany kupon nagrody!

3

Siła jest kobietą! – darmowy kalendarz 2019

Informacje

Jak to się zaczęło?

Oglądając fajerwerki na ulicy za miastem, nie wiedziałam jeszcze, co przyniesie mi styczeń 2018 i że pociągnie za sobą kolejne miesiące prosto do artystycznego świata.

W połowie stycznia wpadłam na pomysł zrobienia kalendarza na ten rok. Nie wiedziałam, dlaczego i po co, ale pomysł uczepił się mnie tak mocno, że stał się jak uzależnienie.

Dniami wybierałam, które retro aktorki powinny się w nim znaleźć – pytałam znajomych i rodziców, czy je znają, lubią i kojarzą. Chciałam je poznać, by wybrać te naj. Nie ma gorszego sposobu selekcji niż narzucona z góry liczba 12. Ona brutalnie ogranicza mnie przed chęcią włożenia do kalendarza całej plejady pięknych kobiet. Czuję się wtedy w roli kogoś, kto ma na podstawie zamazanego algorytmu decydować, która aktorka przechodzi dalej, a przecież oceniam same diamenty estrady!

MOCK_up.png

Pracowałam nocami, do 2-3 godziny, bo za dnia się uczyłam do sesji i chodziłam na zajęcia. Przed snem przed oczami wyświetlały mi się różne wersje układu strony – sporządziłam ich kilkadziesiąt. Wszystkie do dzisiaj mam w pliku. Wysyłam znajomym prośby, by pomogli wybrać mi ten najlepszy szablon. Dziękuję im, że dalej się odzywają i wykazali cierpliwość, bo pytania o szczegóły, które na pierwszy rzut oka były niezauważalne, pozwoliły ukończyć kalendarz, dla mnie, idealny. Kropki czy nie? Ramka czy bez? Kolor czy czarno-biały? Napis na górze czy na dole? W końcu udało mi się sporządzić wersję, która spodobała się większości i… mnie (o tak! tę osobę najtrudniej było udobruchać).

I wszystko potoczyło się nagle. Kalendarz 2018 bardzo się Wam spodobał. Wystąpił nawet na kanale youtubowym Laury, którą oglądałam od dłuższego czasu (zajrzyjcie koniecznie). To było jakbym zobaczyła własną mamę w Grze o tron!

Kalendarz 2019

Siła jest kobietą

Tym razem prace rozpoczęłam już w październiku, nauczona sytuacją z poprzedniego roku, kiedy kalendarz 2018 ukazał się 31 stycznia (yes! jeszcze na coś się zdało wtedy rysowanie Veronici Lake widniejącej w styczniowym miesiącu). I to we współpracy z Natalią Sławek z bloga jestrudo.pl. Teraz to już czułam się, jakbym to ja występowała w Grze o Tron!

okladka

 

Wspólnie z Natalią (z jej wielkim wkładem w tym temacie :)), wybrałyśmy 12 inspirujących blogerek/youtuberek, które w sieci chętnie dzielą się wiedzą, są jedyne w swoim rodzaju i zajmują się zupełnie innymi tematami.

Znów liczba 12, która brutalnie chce zawęzić listę tylu wartościowych blogów. W końcu udało się wybrać:

 

1. Simplicite
2. Fashionelka
3. Wittamina
4. Red Lipstick Monster
5. Jest Rudo
6. Codziennie fit
7. Tekstualna
8. Aniamaluje
9. Twojediy
10. Cammy
11. Pani swojego czasu
12. Dr Lifestyle

Przez miesiąc poznałam wycinek ich życia, bo rysując każdą z nich, czytałam ich myśli i przeglądałam zdjęcia. Wy też odwiedźcie ich wpisy – to będzie dla Was jak kofeina radości na kolejne dni. Dokładnie dziewczyny-blogerki opisała Natalia w tym wpisie na swoim blogu.

Siła jest kobietą

Temat kalendarza wydaje się być przewrotny, bo komu kobieta kojarzy się w pierwszej kolejności z siłą?

Zrozumiałam, że rysowanie kobiet szczególnie mi się podoba. Zachwyca mnie ich siła wewnętrzna i delikatność zewnętrzna. I to, że każda, mimo, że zupełnie ma inny temperament, nos i oczy, jest piękna. Dziwię się, jak to natura sprytnie wymyśliła.

Chciałabym, żebyś patrząc na moje rysunki różnych kobiet, odkryła w sobie prawdę, że również należysz do tego klubu. Kobiet świadomych swojej wartości i zdolnych do wielkich rzeczy. Po to powstają moje kalendarze. Żebyś, każdego dnia pijąc Earl Grey, Yerbę lub czarną robustę, zerknęła na kalendarz i wiedziała, że każda z nas, choć pije co innego, ubiera glany albo szpilki, jest tak samo piękna.

ciepla_f

Do czego możesz wykorzystać kalendarz?

  • jadłospis – wpisz codziennie jaki obiad chcesz przygotować,
  • nastrojownik – wpisuj buźki uśmiechnięte oraz smutne i śledź swój nastrój,
  • habit tracker – każdego dnia zaznaczaj, czy wykonałeś swój nawyk,
  • finansownik – zapisuj wydatki, których się dopuściłeś każdego dnia – po miesiącu zobaczysz, na co przeznaczasz fundusze,
  • planner postów – jeśli jesteś blogerem lub prowadzisz stronę, wiesz o czym mówię, daty planowania treści w mediach społecznościowych to teraz konieczność,
  • lub po prostu zwykły sprawozbieracz – dentysta na 13:00, prezent dla Tomka na pierwsze urodziny, ważny test.

Może masz inny pomysł?

ciepla_rlm

Bonus

Do kalendarza dołączam bonus w postaci 12 kartek na każdy miesiąc, na których wypisuje się swoje cele. Mogą wisieć dumnie na ścianie lub leżeć spokojnie w szufladzie. Niedługo 2019, a postanowienia na cały rok potrafią człowieka przytłoczyć swoim ogromem. Ale podzielenie ich na miesiące wydaje się już do „ogarnięcia umysłem”.

 

Chcę mieć kalendarz 2019!

Projekt jest zupełnie darmowy, dlatego wystarczy pobrać pliki do druku, korzystając z linku poniżej. Proszę pobierać kalendarz i bonus tylko z mojego bloga lub jestrudo.pl!

>>> KALENDARZ I BONUS DO POBRANIA TUTAJ <<<

Za darmo nie oznacza, że można projekt wykorzystać bez zgody do komercyjnych celów. Dziękuję, że szanujecie prawa autorskie – dzięki temu wszystko, co tworzę nie będzie masowe. Na stworzenie dowolnego dzieła składa się nie tylko czas, ale również emocje, krew, pot i łzy :D. A tak serio, to czułabym się, że ktoś odarłby mnie z części moich uczuć, które włożyłam w tę pracę.

ciepla_diy

Jak drukować – kwestie techniczne

Jeśli potrzebujesz wersji CMYK, skontaktuj się ze mną mailowo, a wyślę Ci pliki. Kartki kalendarza można wydrukować od razu i np. złożyć ze sobą spiralką lub powiesić na sznurku (i dać komuś w prezencie np. sobie ;)) albo co miesiąc drukować jedną stronę wraz z celami. A3, A4, kolorowo (polecam!) albo czarno-biało – jak portfel pozwala.

cropped-logomart_white.jpg

Mam nadzieję, że kalendarz spełni Wasze oczekiwania i odczujecie, że każdy szczegół został dopracowany.

ciepla

Na początku tego roku moja strona na facebooku mART miała ok. 150 polubień i nie miałam instagrama. Teraz (listopad) mam ponad 700 odbiorców na fanpage’u i ponad 1000 na instagramie. Nie sądzę, że liczby to wyznacznik mojego sukcesu, bo to tylko statystyka. Liczy się da mnie bardziej szczera pochwała pojedynczego człowieka, gdy widzę kalendarz w pokoju swojej przyjaciółki, satysfakcja, że mogę, umiem i potrafię!

Jeśli zainteresował Cię wpis, to prawdopodobne, że spodoba Ci się mój nowy projekt artystyczny pt. „Celownik. Nie przypadek!” pomagający w realizacji wytyczonych celów. Szczegóły będą się pojawiać na instagramie.

Dajcie znać, który rysunek z kalendarza najbardziej Wam się podoba!