Co artystycznego chcę pod choinkę?

Porady z szuflady

prezentyŚwięta to dobry czas, żeby kupić sobie coś nowego (albo szczęśliwie otrzymać, jeśli skutecznie podszeptujecie rodzinie swoje pragnienia) bez żadnych wyrzutów sumienia, że może okaże się to niepotrzebne i będzie zbędną dekoracją pośród pamiątek z brokatem znad morza.

Mnie szczególnie cieszą prezenty pochodzenia plastycznego. Potrafię cieszyć się ze zwykłego długopisu czy ołówka automatycznego – ze wszystkiego, co ma rysik i umie mazać. Do dzisiaj pamiętam srebrny pisak, który dostałam na mikołajki, gdy miałam mniej niż 10 lat. Kosztował może 5, a może 12 zł, a dla mnie był ucieleśnieniem marzeń.

Jeśli również przeszywają Cię pozytywne emocjonalne dreszcze na myśl o przyborach plastycznych, to moja lista życzeń, pomoże Ci się zdecydować albo odkryć coś dla siebie.

skarpeta

Lista nie zawiera każdej rzeczy, którą chciałabym dostać, ale tylko te „niezbędne”. Odpuszczam sobie pomysły typu milion drogich kredek, choć pewnie fajnie byłoby je mieć – ale mam poczucie, że to nie ten moment, że jeszcze na nie nie zasługuję, bo nie wybawiłam się tymi, które mam, doszczętnie. Czułabym, że otrzymałam coś za wcześnie i za dużo, a to uniemożliwia prawdziwe docenienie biorące się z wyczekania. Czuję się wtedy jak nieskupione dziecko, któremu szkodzi nadmiar zabawek: ogląda bajkę, bawi się klockami, a rodzice już lecą do niego z nowym tabletem. Dlatego dajcie mi jedną, a porządną zabawkę, a wybawię się nią na wszystkie sposoby!

 Jednocześnie nie liczę na to, że dostanę wszystkie poniższe rzeczy, bo na potrzeby wpisu listę naciągnęłam, aby każdy mógł wybrać coś dla siebie. Nawet nie chcę dostać wszystkich, bo nie mogłabym się delektować prezentami i celebrować ich używania.

Rzeczy posegregowane są priorytetami – na górze listy znajdują się takie, które najprawdopodobniej sobie kupię lub dostanę. Im niżej, tym mniej płomiennych emocji  przedmioty we mnie budzą.

Lista plastyczno-świąteczna

swieta

  1. Bloki rysunkowe/szkicownik. Mój szkicownik ostatnio przeżywa swoje życiowe apogeum i jego życie dobiega końca. Szkicownik to świetny pomysł, bo do rysowania w nim podchodzisz z przekonaniem, że rysunek nie musi się udać, bo to tylko ćwiczenia. A jak się uda, to wyrwiesz stronę i schowasz do teczki. Szkicownik eliminuje strach przed pustą kartką. To wręcz narzędzie psychologiczne!
    Jeśli chodzi o bloki, to chcę sobie sprawić taki, z papierem Smooth – widać na nim dobrze wszystkie szczegóły, nie jest ziarnisty.
    bloki.jpg
    Oprócz tego kupię zwykły blok techniczny Cansona, bo zawsze się przydaje. Lubię wybierać te, których papier nie żółknieje z czasem.
    I konieczne jeszcze jakiś z kolorowym papierem np. szarym, kremowym lub brązowym. Bardzo ładnie widać na nich białą kredkę i nadają rysunkom taki ciepły klimat. Kremowy papier ma dodatkowo tę zaletę, że przy szybkich szkicach ciała ludzkiego można zostawić mid-tones (półcienie) jako prześwit tego cielistego papieru robiącego za skórę.Moje wybory:

    ♥  Szkicownik z Talens Art Creation

    ♥  Szkicownik artystyczny 120g 100 arkuszy

    ♥  Szkicownik SM-LT sketch pach natural brown 135g 80ark A4 (lub analogiczny szkicownik)

    ♥  Blok Winsor&Newton smooth surface cardridge pad heavy 25ark 220g

    ♥  Blok Canson student szkicowy 90g

    ♥  Blok Strathmore s.400 toned tan 118g

  2. Żyletki. Nie po to, aby podcinać sobie żyły, przewijając instagramy (słownik nie zna słowa „instagramy” i podpowiada „pentagramy”, jak uroczo…) najlepszych artystów. Ale do ostrzenia ołówków w taki sposób, w jaki żadna temperówka nie uczyni. Chodzi o to, aby było widać rysik na sporej części. Dzięki temu można cieniować szybciej i uzyskiwać ciekawe linie.
  3. Biała, intensywna kredka. Najlepiej Derwernt Drawing. Idealna do rysowania na kolorowym papierze: szarym, brązowym, czarnym… A co będę wymieniać wszystkie kolory. Na każdym kolorze papieru!
  4. Dodatki i ozdóbki z Action (taki chińczyk). Tam jest wszystko, czego moja artystyczna dusza potrzebuje. Uważny czytelnik napomknie, że przecież nie ma tam nic jakościowego, a ja jestem wyznawcą jakości. Powiem, że to jest jak z wacikami i kremem do twarzy – pierwsze nie muszą być drogie i porządne, krem już powinien. Ozdoby na kartkę świąteczną czy ozdobny papier to dla mnie właśnie takie waciki, natomiast kredki i pisaki to krem dla rysunku.
    To, co kupiłabym w Action, nie znajdzie się na tej liście (bo tam odbywają się spontaniczne zakupy alla zakupoholiczka w drogerii na Black Friday), bo gdy wchodzę do tego sklepu, to na chwilę zapominam o swoich zakupowych moralach.
  5. Blenda. Nie jest to typowo artystyczny przedmiot, ale rzecz powiązana z moim rysowaniem. Bo gdybym nie rysowała, to bym blendy nie potrzebowała. Otóż, lubię robić ładne zdjęcia rysunkom i do ładnego oświetlenia nie używam profesjonalnej lampy, ale… styropian. Tak, dobrze czytasz. Płat styropianu, który dzięki swojej bieli odbija światło padające z okna i dobrze oświetla rysunek. Taka blenda z różnymi opcjami kolorystycznymi to wydatek rzędu 30 zł, więc pozwoliłam sobie na takie księżniczkowe zachcianki.
    Zamiast tłumaczyć, o co chodzi z blendą, przedstawię Wam profesjonalistkę, która wszystko Wam wyjaśni, jeśliście spragnieni tej wiedzy.
  1. Duży piórnik na artystyczny dobytek. Najlepiej ładny. Ale trudno znaleźć ładny i funkcjonalny jednocześnie, dlatego aktualnie trzymam wszystko w dwóch piórnikach, które wiecznie są otwarte i kipią z nich przybory.
  2. Nowy promarker lub uzupełnienie wkładów. Nowy promarker zbuduje zupełnie nowe połączenia kolorystyczne z tymi promarkerami, które masz (albo Copicami/czy innymi markerami, które lubią wąchać  „gimnazjalni” alkoholicy). Np. w mojej palecie brakuje niebieskich i zielonych – gdybym zechciała je kupić, to bym mogła tworzyć inne klimaty.
  3. Tusz czarny. Nie do drukarki, ani do rzęs (chociaż skład pewnie podobny). Tusz, który pozwala rysować najczarniejszym czarnym i łączy się z różnymi mediami.
  4. Ołówek automatyczny. Bo jest dokładny w rysowaniu i się nie skraca.
  5. Pędzelek do akwareli. Chciałabym spróbować, jak to nim się maluje, nie trzeba za każdym razem nabierać wody, a fajnie można nim kaligrafować.
  6. Ołówki Faber-Castell. Póki co mam te stare jak świat z Steadlera i Granda, ale marzą mi się takie fajniejsze. Ale może to zwykły snobizm albo uzależnienie od domniemanej jakości? Zostawiam na końcu listy.

Jeśli już wyobrażasz sobie siebie wychodzącym z plastycznego z naręczem przyborów, które mogłyby być bazą do założenia własnego sklepu, to jeszcze zawróć, bo jeszcze może zainteresować Cię TO:

Oprócz tego, co polecam, bo często po to sięgam, ale tym razem sobie nie kupię, bo mam albo nie potrzebuję:

  • akwarele – bardzo wdzięczna technika, która wymaga wprawy, uwielbiam ilustracje nimi wykonane, ale sama jakoś nie czuję jeszcze pociągu do zastosowania tej techniki. Najbardziej polecane akwarele to Białe Noce i Kuretake.akwarele.jpg
  • wiszery – jeśli rysujesz portrety i rozcierasz wacikiem albo, nie daj Borze Tucholski, palcem (sic!), to zaopatrz się w wiszery. Stworzone do rozcierania. Nie wiedziałam kiedyś, że coś takiego nasza ludzkość wymyśliła. A to prostsze niż budowa cepa jest…
    olowki_wiszery.jpg
  • brushpen – jeszcze mi się nie skończył, a mam zasadę, że nie kupuję czegoś, skoro jeszcze mam; aktualnie posiadany Pentel Brushpen kupowałam w sklepie Frannys – bardzo przyjemna końcówka, kupię raz jeszcze. BTW,jeśli lubisz smakowe kawy i kaligrafię, to jest sklep „zaopatrywacz” dla Ciebie.jackson.jpg
  • glina lub masa plastyczna – sięgam po to średnio raz do roku, żeby się rozerwać (śmigolasy na piątkowych imprezach nie zrozumieją, co to znaczy się rozerwać w mojej definicji). Można wykonać z nich ozdoby świąteczne, podkładki, miski, kubki – wszystko, co piękne, ale nigdzie nie kupisz. Zrobiłam ostatnio makramę z masy plastycznej imitującej kamień. Cena całości ok. 5 zł. Obejrzyjcie krótki filmik z powstawania makramy zwierzątkowej:
  • kredki na sztuki – to jest moje uzależnienie, więc nie mogę się rozpisać; jedna dobra kredka za 5 zł nie rujnuje jeszcze portfela, a tyle może wnieść do artystycznego życia (co z tego, że to jest jak stawka wejściowa prowadząca do uzależnienia i ruiny oszczędności 😀 – nie bój, się przesadzam – to zależy od Twojej siły woli). Polecam Polychromosy. Prismacolor też są ponoć dobre.kredki.jpg
  • biały żelopis – jak papier toaletowy: niezbędny i biały. Polecam Gelly Roll Sakura. Na rysunku poniżej (wykonanym akwarelą Kuretake – jedną też da się coś wykombinować) biały żelopis podkreślił odblaski na oprawkach, włosach i oczach.gelly.jpg
  • coś do robótek ręcznych np. filc, kartki, koraliki.

cropped-logomart_white.jpg

Jeśli nie masz wprawy przy podszeptywaniu pomysłów na prezenty dla Ciebie, polecam kupić rzeczy samemu, 5 grudnia dać pod poduszkę i nazajutrz bardzo się ucieszyć :).

Reklamy

Krytykuję sama siebie za…

Porady z szuflady

Chciałabym przeprowadzić samokrytykę własnego rysunku, który z początku pretendował do szkicu ćwiczebnego, ale stał się pokazową ilustracją typowych błędów. Z niektórych z nich zdawałam sobie sprawę już na etapie ich popełniania, jednak zamiast je niwelować, specjalnie je zostawiłam, aby całość stała się dumnym przykładem nie do naśladowania :).

Wytknę sobie trochę błędów. Ale nie bójcie się, nie jestem dla siebie niemiła :). Mam do tego dystans – poza tym to, że widzę usterki, czy nawet drobne niedociągnięcia (które pewnie wiele z Was nie potraktuje jako mankamenty) sprawia, że mogę tworzyć coraz lepsze rysunki. W końcu człowiek uczy się na błędach. Pod warunkiem, że je zauważa i już tych samych nie powtarza. Ostrzegam jednak, że będę nadto czepliwa – ale myślę, że dzięki temu, po moim samokrytycznym minishow, zdobędziecie wiedzę o typowych i mniej typowych potknięciach rysunkowych.

A więc portret, który popełniłam prezentuje się tak:

gif_portretu.gif

Oczywiście nie sposób zauważyć patologicznego oka – przerobiłam rysunek na gifa, abyście mogli zobaczyć jak bardzo błąd jest poważny. Moją referencją do tego portretu było zdjęcie. Tylko proszę o powagę przed kliknięciem, gdyż osobowość na nim jest naga. Oto ono.

Mam nadzieję, że się uśmiechnąłeś. Referencję podam na samym końcu. Teraz przejdźmy do rzeczy. Będziemy oblewać rysunek wodą, aż nie zostawimy na nim suchej nitki.

1. Patologiczne oko

Nienaturalnie przesunięte w lewo oko upodabnia dziewczynę do z Neytiri Avatara. Odległość między oczami powinna być szerokości jednego oka – tutaj zdecydowanie nie jest. Stało się tak dlatego, że powstały portret miał być jedynie rysunkiem ćwiczącym cieniowanie, więc naszkicowałam coś jak najszybciej (ok. 15-20 minut), by móc już przejść szybko dalej. W rzeczywistości na szkic radzę zostawić sobie dwa razy więcej czasu niż chcieliśmy. A potem uzyskany wynik pomnożyć razy dwa. A najlepiej to jeszcze go zostawić i spojrzeć na niego na drugi dzień, raz jeszcze, ze świeżym umysłem. Szkoda po prostu naszej późniejszej skrupulatnej pracy, a, wierzcie mi, czasem jedna kreska w istotnym miejscu potrafi zmienić całkowicie rysy twarzy. Słowem, nie ma co dekorować ciasta, jeśli pod kremem ma być zakalec.

1.oko

Po lewej stronie: rysunek przerobiony komputerowo, po prawej oryginał.

2. Policzek w strefie cienia

A co. Z grubej rury zarzucimy bardziej zaawansowanym tematem. Myślę jednak, że jeśli masz już jakiekolwiek doświadczenie z rysowaniem, to ten punkt może się okazać dla Ciebie najbardziej pomocny.

Cieniowanie powinniśmy zacząć od prawidłowego wydzielenia strefy światła i cienia. Myślę, że w tym rysunku udało mi się tego dokonać, z jednym malutkim wyjątkiem – na pierwszy rzut oka nawet niewidocznym. Ale jak czepiać się, to czepiać porządnie jak rzep. Zanim powiem, które to miejsce, polecam zastanowić się nad tym, czytając dalszy ciąg tekstu.

Poniżej pokazałam, gdzie zaznaczyłam strefę cienia. Cały obszar traktujemy jednym odcieniem. Rozróżnienia będziemy robić później.

2.strefacienia

Podczas rysowania radzę samemu próbować zauważać te strefy, ale jeśli faktycznie nie jesteśmy pewni, bo mamy do czynienia z wyjątkowo światłocieniowo wrednym albo kolorowym rysunkiem, to można posłużyć się graficzną obróbką – jak na załączonym obrazku poniżej. Szczególnie drugi obrazek sporo ułatwia – nakładając odpowiedni filtr, możemy uzyskać fragmenty, które będą czarne – tam właśnie jest strefa cienia.

referencje.jpg

Cały ten proces można ubrać w „proste” zdanie, które wszystko wyjaśnia, jak powinniśmy postępować z cieniowaniem. Polecam skupić się, czytając poniższe :).

Najjaśniejszy odcień w strefie cienia musi być ciemniejszy niż najciemniejszy odcień w strefie światła.

I choć na początek dobrze rozgraniczyłam te strefy, to przy cieniowaniu policzka nieco zaszalałam i okazał się przejść do strefy cienia. Zauważcie, że jest mniej więcej „ciemności” najjaśniejszego obszaru na prawym policzku – już w strefie cienia.

kolory

Cień pod kością policzkową w strefie światła jest ciemniejszy niż odblask na policzku w strefie cienia.

Na górze jak jest, a na dole jak być powinno.

kolory_org.jpg

Z pomocą selektora kolorów widać, jak pozory mogą mylić.

Rozgraniczenie tych dwóch stref – ciemnej i jasnej – może wydawać się skomplikowane, i niektórzy zapewne machną ręką, że wcale nie widać, że policzek odrobinę ciemniejszy i po co w ogóle dotykać tematu. Ale im bardziej poprawnie narysujemy padające światło, tym bardziej nasz rysunek wyda się trójwymiarowy.

3. Szarpane linie Parkinsona

Tak zwane linie, które działają na zasadzie chmury prawdopodobieństwa i wskazują na brak pewności artysty, gdzie i co tak właściwie chce narysować. By uzyskać tę jedyną linię, wcześniej macha ołówkiem na kartce, robiąc ich kilka albo tworzy krótkie włoski. Bo a nuż któraś z nich jest odpowiednia. W rezultacie nie wiadomo, gdzie się coś zaczyna, a gdzie kończy. I wszystko wygląda niechlujnie.

U mnie w skończonym rysunku nie ma tego dużo i trudno to zauważyć. Nie wymazywałam jednak tych poszarpanych linii – jako dowód, że tak się nie robi na żadnym etapie rysowania. A niestety, czasami mi się zdarzyło – wtedy się na tym łapałam. Takie parkinsonowe linie można zauważyć nad głową i nad ramieniem.

Ogólnie, gdy tylko zaczniecie tworzyć kilka linii zamiast jednej z powodu braku pewności, wymażcie lepiej cały fragment i spróbujcie narysować jeszcze raz – tylko jedną.

3.scribbly

Gładkie linie sporo ułatwiają. Dokładnie wskazują kontury i fragmenty do zacieniowania. A to sprawia, że wiemy dokładnie co robimy i dlaczego coś cieniujemy w taki, a nie inny sposób. Bo rysowanie wymaga często ciągłego myślenia w trakcie.

4. Jak malowanie kredą po żwirze

Czyli niegładkie cieniowanie. Ma na to wpływ nieco ziarnisty papier, ale też trzymanie ołówka i umiejętność uzyskiwania gładkiego waloru (taki jakby gradient czy ombre). Tzn. płynnego przejścia od najjaśniejszego do najciemniejszego odcienia bez przeskoków. W pełnoprawnym portrecie wykorzystałabym inny papier albo tzw. wiszery, które służą do rozcierania ołówka. Dobrym pomysłem jest też użycie twardych ołówków, których wtedy przy sobie nie miałam, a jednak znacząco polepszyłyby półtony w strefie światła.

4.niegladkiecieniowanie

5. Brak szczegółów

Teraz czas na szczegółową (dosłownie) sprawę. I choć się taka wydaje, wcale nie jest bez znaczenia. Drobne kreski i cienie potrafią wielokrotnie polepszyć odbiór dzieła. To taka polewa na torcie. A każdy wie, że ona dodaje smaczku.

W tej pracy zabrakło tych najmniejszych szczegółów. Mogłyby to być np. maleńkie rowki na ustach, pory na skórze, niewielkie zmarszczki czy delikatne cieniowanie, które oddałoby nieregularności w czaszce.

Taki zabieg dopieszczania nie jest konieczny i często przy ćwiczeniach można go pominąć. Czasem również to można zrobić z powodu stylu czy innych pobudek. Jednak przy rysowaniu pełnoprawnych portretów dodaje im realizmu, a wszystko wygląda ciekawiej i łapie wzrok widza.

Należy uważać na małą podpuchę, bo mimo iż uszczegółowianie to ciekawy etap pracy, łatwo przejść do niego za szybko, gdy cienie (albo nawet szkic!) jeszcze nie są w pełni gotowe. Wtedy wisienka na niepełnej i zbrylonej polewie nie wygląda już tak efektownie. Dlatego najważniejsze to być cierpliwym i dokończać skrupulatnie każdy etap.

5.brakszczegolow

Na powyższym obrazku widać, że zbyt miękkie ołówki i mały format pracy nie pozwoliły na dokładne odwzorowanie szczegółów – np. na tęczówce mogłoby zadziać się sporo więcej.

6. Kartka psu z gardła wyjęta

Gdy zaczynałam ten roboczy rysunek, miałam do dyspozycji ledwo znalezioną kartkę do drukarki, która na szczęście nie miała nic napisanego z drugiej strony. Oczywiście pełnoprawny portret powinniśmy narysować na odpowiednio grubym, czystym i niepogiętym papierze. Najbardziej lubię bloki, które nie są ziarniste (są typu Smooth).

7. Białe tło

Białe tło to zmora portretów, i choć czasem jest ono uzasadnione, to ja osobiście bardzo za nim nie przepadam. Nie chodzi o to, by zawsze pokrywać całą kartkę w 100% ołówkiem, ale aby postać nie sprawiała wrażania przyklejonej. Można osiągnąć to na różne sposoby (m.in. ramki, kolorowy papier). Jednym z nich jest dodanie tła lub częściowego cienia-tła z tyłu.

Na dole zrobiłam małe porównanie na podstawie moich rysunków, jednak ogólnie bardziej chodzi mi o efekt mocniej widoczny. Efekt ten zależny jest od stylu i  używanego media. Podobają mi się tła, jakie uzyskuje Wangjie Li – są jakby częścią postaci. Jeszcze wyraźniejszy efekt widać u Fulton Abelli, gdzie tła stają się niemal głównym bohaterem. Nieco delikatniejszy motyw ołówkami uzyskuje Stephen Bauman.

7.tlo

Rerefrencja

Spodobała mi się taka antyczna uroda tej dziewczyny. Prosty nos i nieco wyłupiaste oczy przypominają mi boginie z posągów rzeźbionych niegdyś przez Greków i Rzymian. Teraz jakoś mało co ceni się taką urodę, mam wrażenie.

cropped-logomart_white.jpg

Myślę, że znalazłam chyba wszystko. Jeśli jednak coś mi umknęło, śmiało możesz się dołączyć do zabawy w krytyka i napisać coś w komentarzu.

Czy podobał Ci się taki sposób przedstawienia wiedzy?

Lazy Nezumi Pro – czyli jak uzyskać idealną gładkość linii

Porady z szuflady

title.gifDziś opowiem Wam o programie, który zmienił może życie. No, bez przesady – znacząco wpłynął na sposób, jakość, wygodę i szybkość rysowania przy pomocy tableta graficznego. Wcześniej, okryta była dla mnie tajemnicą wiedza, dlaczego niektóre rysunki mają takie gładkie kontury – myślałam, że to kwestia wektorowego rysowania albo supersprzętu np. wypasionego tableta o smaku jabłka (z rysikiem – sic!). Gdy chciałam dociec prawdy, jedni mówili/pisali, że trzeba robić linie starannie w wielkim zbliżeniu i wymazywać niedoskonałości. Drudzy polecali inne techniki – jednak wszystkie bazujące na metodzie średniowiecznego mnicha kaligrafującego manuskrypt.

Nie twierdzę, że staranność, jest czymś, czego powinniśmy unikać. Wręcz przeciwnie. Ale jeśli można wykonać coś prościej, lepiej i jeszcze zaoszczędzić czas, to czemużby tego nie zrobić?

Lazy Nezumi Pro

Moje zmagania z rysowaniem idealnie gładkich linii idealnie ilustruje filmik reklamowy od Lazy Nezumi Pro – próbujesz tysiące razy narysować linię, która będzie nieskazitelna. Wystarczy tylko sobie wyobrazić, ile to kosztuje czasu i frustracji. Nie można sobie pozwolić na flow rysowania, bo zamiast ogarniać całokształt, skupiamy się na małym zawijasie. Okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie.

Gdy rysujesz na tablecie bez żadnych „wspomagaczy” i nawet, jeśli masz wielką kontrolę nad swoim ciałem, masz wrażenie, że linię rysowała osoba z Parkinsonem. A to dlatego, że odwzorowanie jest bardzo czułe i łapie najmniejsze drgnięcie.

Różnica w rysowaniu linii  wygląda mniej więcej tak:

porownanie.gif

Po lewej moje staranne narysowanie esa-floreska, po prawej z pomocą Nezumi.

Program najbardziej przydaje mi się do uzyskiwania gładziutkich esów-floresów z równymi końcówkami. Jednak możliwości Lazy Nezumi Pro są o wiele szersze. Doskonale wszystko wyjaśnia oficjalna, angielskojęzyczna strona oraz dokumentacja – zerknęłam na nie, by przygotować ten wpis, ale randomowy użytkownik zaledwie po kilku chwilach powinien obsługiwać intuicyjny programik.

Okno programu

Okno Lazy Nezumi Pro zajmuje domyślnie mniej niż 1/4 ekranu, patrząc pionowo, ale program umożliwia nam tryb Mini Mode, który zmniejsza je do zupełnie bezproblemowych rozmiarów. Zresztą, i tak Nezumi działa w tle, więc można je zminimalizować.

minimode

Zminimalizowane okno Lazy Nezumi Pro

Co Nezumi potrafi – w małym skrócie

oknoprogramu

U góry okna zagospodarowano miejsce na predefiniowane tryby obsługi pędzla. Każdy taki tryb można swobodnie zmieniać przy pomocy suwaków wpływających m.in. na nacisk, grubość przy zmianie szybkości piórka itp. Fajna zabawa jak na maszynie szalonego naukowca.

Trudno mi opisać funkcje niektórych suwaków, ale to dlatego, że łatwiej się nimi pobawić i zobaczyć efekt ich działania. Gdy przesuniesz, już wiesz, jak to działa – jesteś jak dziecko, które w praktyczny sposób eksploruje świat fizyki bez użycia żadnego wzoru. Porównać to również da się do popularnego powiedzenia – koń jaki jest, każdy widzi (choć w dzisiejszych czasach bardziej pasuje auto, jakie jest każdy widzi).

Nie zostawię Was jednak bez żadnej pomocy i przedstawię, moim zdaniem, najciekawsze i najpotrzebniejsze funkcje Nezumi.

 

Position Smooting

Dostępne są tu trzy główne tryby pracy (Pulled String, Moving Average i Exponential Moving Average), z których najbardziej wyróżnia się ten pierwszy. Przypomina on trochę ciągnięcie zostawiającej ślad szmatki na sznurku po ziemi (na gifie będzie to widoczne w formie kuleczki, do której przytwierdzona jest nitka –  widoczność prowadnicy da się wyłączyć). W tym trybie należy pracować wolno i dokładnie. Pozwala nam uzyskać ostre jak brzytwa, ładne krawędzie.

Pozostałe dwa (Moving Average i Exponential Moving Average) są dość podobne – strona rzecze, że opcja średniej ruchomej przyda się w dynamicznej pracy bez ostrych rogów, a wykładnicza do długich, gładkich linii.

 

 

Po lewej stronie tryb Moving Average, po prawej Pulled String

Suwak amount służy do zwiększania wygładzenia. Gdy wartość jest większa, linia jest gładka, ale mamy nad nią mniejszą kontrolę. Najlepiej ujrzeć to na przykładzie.

smooth_biel.gif

Od lewej amount ustawione na wartość 1) 2; 2) 56; 3) 200 (max).

Pressure Processing

W tej sekcji można kontrolować nacisk – (Fixed Value) ustalić jego stałą wartość (linia bez żadnych zakrętasów na końcu o stałej grubości), (Sample & Hold), ciekawy tryb, który do niczego mi się jeszcze nie przydał, polega na tym, że jeśli zaczniesz linię z określonym naciskiem, ta siła, a więc grubość linii, będzie utrzymana aż do oderwania piórka – niezależnie od zmiany nacisku w trakcie. Kolejne tryby (Moving Average i Exponential Moving Average) produkują linie tym grubsze, im bardziej dociskamy piórko.

Pressure Curve

Pozwala ustawić różne parametry linii w zależności od nacisku. Parametr Gain reguluje, ile linia przybiera na grubości w zależności od nacisku – jeśli parametr ten ma małą wartość, mamy przejście linii z najcieńszej do najgrubszej (stalówka kaligraficzna), a jeśli dużą, to linia nie wydaje się zmieniać grubości (zwykły mazak) – funkcja nacisku robi się stała od pewnego momentu.

Można regulować grubość najcieńszego i najgrubszego fragmentu linii – innymi słowy ustawiamy wartość siły nacisku np. na dużą, wcale nie przyciskając mocno piórka. Co, ciekawe używając opcji Invert, można odwrócić ustaloną zależność i uzyskać linię najcieńszą przy maksymalnym nacisku i najgrubszą przy lekkim muśnięciu.

Oprócz tego, można bawić się bardziej zaawansowanymi ustawieniami na grafie.

graph.png

Pressure Speed Scaling

Uzależniamy nacisk od szybkości poruszania piórkiem. Uzyskamy np. grubsze linie, gdy szybciej poruszymy. Doskonałe do dynamicznych ruchów i, moim zdaniem, komiksów. W skrócie, nawet jak maźniesz bez sensu, wyjdzie ładnie.

Tym większy nacisk, im szybszy ruch piórkiem

Rulers

Nezumi pozwala nam też na idealnie równe narysowanie linii – prostopadłych, równoległych itd. Opcji jest tutaj mnóstwo. Mamy możliwość odwzorowania elips i linii w różnych perspektywach.

Scripting

Programiści dali popis swoim umiejętnościom, czego efektem jest widowiskowy tryb Scripting. Mamy do wykorzystania multum opcji, z których część to ciekawe linie, a nawet gotowe kształty takie jak serca, drzewa, fraktale.

Kompatybilność z programami

Lazy Nezumi Pro jest kompatybilne z mnóstwem tabletów, więc musielibyście mieć jakieś przedwojenne urządzenie z kablami na wierzchu , żeby nie działało. Jeśli chodzi o programy graficzne, Nezumi najlepiej działa z Adobe, ale również radzi sobie z innymi – czasem wystarczy skalibrować. Z Mischiefem trochę mi się cięło, ale to pewnie przez wektorową, prawie nieograniczoną powierzchnię używaną w tym programie.

redlipstic.gif

Workflow przy rysowaniu Red Lipstic Monster

Darmowe?

Nezumi łaskiawie dzieli się z nami 15 dniową wersją trial, która niestety bardzo szybko mija w ferworze zabawy. Dobrze ją sobie wypróbować przed zakupem. Często jednak wtedy, słusznie, utwierdzimy się w przekonaniu, że nie chcemy już wracać do ery bez Lazy Nezumi Pro. Wtedy można program zakupić na oficjalnej stronie. Kosztuje $35 / €30 / £27, co w przeliczeniu na polskie złote średnio daje 129 zł – dane z dnia 30.07.2018. Jest to trochę, ale zaoszczędzenie czasu i wygoda są wg mnie, wartej swojej ceny.

cropped-logomart_white.jpg

Mam nadzieję, że zdobyliście wartościową wiedzę. Dajcie znać, czy zakupicie Lazy Nezumi Pro. Mnie zostało jeszcze kilka dni próbnych, dlatego wylizuję je jak dżem od babci, który zaraz mi zabiorą.

O programie dowiedziałam się od znajomej graficzki Ani (dziękuję Ci bardzo za polecenie go!).

 

 

 

Chcesz kupić Promarkery? Koniecznie przeczytaj!

Porady z szuflady

Jeśli tu trafiłeś, prawdopodobnie wiesz, czym są Promarkery, dlatego w skrócie napiszę tylko dla tych, co nie wiedzą, że to dwustronny, przebijający przez zwykłe kartki marker na bazie alkoholu. Niezwykłe, prawda? Co więc czyni ten marker tak magicznym? Na pewno cena, bo jeden kosztuje ok. 10 zł.

Od dawna panuje na nie szał i ja… również w tym szale sobie uczestniczę. Zaraz wyjaśnię Wam dlaczego.

Bardzo podoba mi się dobór kolorów. Wymyślono ich aż 148 (widziałam źródła, w których podawano, że jest ich sporo więcej), a każdy z nich wygląda przemyślanie i jakoś tak burżuazyjnie. Jak kaszmir, plażo. Dodatkowo promarkery są skomponowane w różne palety, więc raczej dobór był przemyślany. Nie wiem, jak to dokładnie określić, ale na żywo zobaczylibyście, że żółty promarker zwykłemu żółtemu pisakowi z marketu nierówny.

promarkerowe.png

Ale to nie o kolory przede wszystkim chodzi, bo tak to można by było łatwo znaleźć tańsze zamienniki. Wyróżnia je przede wszystkim to, jak wyglądają po nałożeniu na kartkę. Kolorowanie zwykłym markerem uwidacznia każde pojedyncze przejechanie końcówką, więc nie można jednolicie wypełnić obszaru. W promarkerach efekt wygląda tak, jakby wylać za pomocą kubełka w Paincie kolor. I to wszystko? W planie mamy jeszcze inne atrakcje, Ladies and Gentelmen. Nie wiem, ilu naukowców zatrudnili i ile im zapłacili, ale udało im się za pomocą magii sprawić, że za pomocą promarkerów można cieniować i zwiększać intensywność koloru przy jednoczesnym uzyskiwaniu gładkich przejść.

Czy wiesz, co one mogą Ci zrobić?

Jeśli chcesz ich używać w bullet journalach czy pamiętnikach, skończysz z poprzebijanymi kartkami i siwymi włosami ze złości. Promarkery powinny być używane na grubym papierze (wystarczy blok techniczny, ale będzie przebijać) albo na kartkach ze specjalnego bloku dla takich markerów. Jeśli potrzebujesz ich do wykonywania rysunków jednostronnych, które oprawisz w ramkę albo kaligrafowanych zaproszeń itp. (są też promarkery w formie brushpenów), śmiało leć do sklepu (tylko wcześniej weź wypchany portfel). Coraz więcej osób również wykorzystuje promarkery jako podkład do rysunków kredkami. Jeszcze nie próbowałam, ale wydaje się to być dobrą opcją.

Zastanów się 3 razy nad wyborem kolorów!

Gdy pierwszy raz kupowałam promarkery, nie wiedziałam do czego one będą mi potrzebne – chciałam nimi po prostu pomazać. I tutaj popełniłam błąd. Bo obojętnie jakie kolory, skoro chcemy się pobawić, prawda? A skoro obojętnie, to się bierze czerwony, niebieski, zielony i żółty, no i jeszcze brązowy, bo na pewno „się przydadzą”. Gdy chciałam wykonać jakikolwiek kolorowy rysunek, musiałam używać tych podstawowych kolorów, nie miałam ich wersji ciemniejszej i jaśniejszej, więc możecie sobie tylko wyobrazić, jak to wychodziło. Chociaż w sumie nie musicie, pokażę Wam.

promarkery_zle_kolory.png

Nie dało się blendować. Nie dało się ładnie rysować. Nie dało się żyć. Można oczywiście w tej jaskrawej kolorystyce tworzyć bardziej komiksowe obrazki, ale wówczas nie był to mój styl. A może na to wtedy nie wpadłam?

Warto przed zakupem zastanowić się, do czego będą nam promarkery potrzebne i na tej podstawie wybrać paletę. Dążę do tego, że na pewno z każdych kolorów, które kupicie nawet losowo, da się wyczarować coś WOW, ale trzeba wcześniej odkryć tajemnicę tych kolorów. Tzn. jeśli chcecie rysować:

  • komiksowe obrazki – macie mnóstwo opcji do wyboru, bo możecie utworzyć swoją własną paletę, choćby nawet monochromatyczną (np. odcienie niebieskiego) albo zrobić bardziej klasycznie i kupić jaskrawe kolory: czerwony i niebieski, jakąś inną ciekawą barwę np. fiolet czy brąz, zielony i żółty albo specjalnie zrezygnować z któregoś z tych typowych kolorów, co da bardzo dobry efekt. Jeśli nie chcecie wydawać dużo na mazaczki, to wystarczy nawet kilka odcieni szarości i kilka czarnych cienkopisów różnej grubości, a efekt może wyjść profesjonalnie. Oczywiście, jeśli profesjonalnie narysujecie :D,
  • realistyczne rysunki – tutaj najlepiej sprawdzi się jak najwięcej kolorów, ale jeśli wiecie, co najczęściej chcecie rysować i jakich barw szukacie, wtedy najlepiej kupić dany kolor w 3-4 odcieniach np. jasnym, średnim, ciemnym. Albo eksperymentować dodatkowo z temperaturą barw. Czyli jeśli nie można kupić więcej, to lepiej kupić mniej, ale kilka kolorów w różnych odsłonach. Realistyczne rysowanie promarkerami to opcja najtrudniejsza i trzeba naprawdę dobrze tworzyć w innych technikach, żeby mazakami wyczarować coś realistycznego,
  • ilustracje – dla mnie najciekawsza możliwość, bo polega na skomponowaniu własnej palety barw. Czyli coś, co mARTusie lubią najbardziej. Króluje tutaj pełna dowolność (oczywiście w granicach gustu powszechnego u wszystkich ludzi). Wystarczy wybrać kilka kolorów albo nawet dwa i już mamy pole do popisu. Dobrze przed zakupem poszukać inspiracji na Pintereście albo zestawić kolory z próbników dostępnych w internecie ze sobą w jakimś prostym programie graficznym (taaak, może być Paint). Do samego komponowania palety polecam moje dwie ulubione, darmowe strony: Color Calculator oraz Coolors,
  • podkład pod prace wykonywane inną techniką – czyli np. kredkami ołówkowymi. Ponoć dobrze się sprawdza, bo pozwala pokolorować wcześniej sprawnie duże obszary i nie rysujemy już na „białym” papierze, ale po tle przygotowanym dla nas przez promarkery. Widziałam ładne prace w ten sposób stworzone.

Najlepiej wiedzieć, czego się chce. To ułatwi nam wybór i pozwoli zaoszczędzić pieniądze.

cropped-logomart_white.jpg

Czy warto kupować akurat promarkery? Jeśli podoba nam się mazakowa technika albo mamy ochotę popróbować czegoś nowego, polecam. Nie zawiodą nas ani kolory, ani ich wykonanie. Ale weźcie pod uwagę, że ja mam wielką miłość do rzeczy, które są dobrze sfabrykowane, nawet, gdy ich cena jest wyższa. Na koniec napomknę, że oczywiście, istnieją różne mazaki tego typu (Kuretake, Copiki czy Touchfive) oraz ich sporo tańsze zamienniki. Ale to już temat na inny wpis ;).

5 tipów, które ulepszą Twoje rysunki

Porady z szuflady
Chciałabym podzielić się z Wami kilkoma protipami, które ulepszą Wasze rysunki. Myślę, że wiele osób nie przykłada do nich wagi ze względu właśnie na ich banalność. Te czynności, choć takie niby niepozorne, wywierają ogromny wpływ na odbiór całego dzieła. Czasem ich brak może zepsuć rysunek wykonywany godzinami.
Często wiecie, co w Waszych rysunkach jest nie tak – zazwyczaj są to problemy z anatomią, cieniowaniem czy proporcjami. Istnieją jednak rzeczy bardziej subtelne, ale jeśli je odkryjecie, namacalnie polepszycie jakość swoich prac. Przeczytajcie tych 5 prostych rad i dajcie proszę znać, czy Wam pomogły!
Nie będą to szczegółowe rady dotyczące perspektywy i sposobów wskrzeszenia w sobie motywacji, ale zbiór doświadczeń, które zebrałam podczas mojej przygody z rysowaniem. Postarałam się zebrać mniej typowe zagadnienia.
Często czujemy, że rysunek niby jest ładny, ktoś dołożył wiele starań do cieniowania czy kolorowania. Na pierwszy rzut oka widać, że “wpakowano w niego czas”. Ale coś nie jest tak. To brak wcześniejszego designu – zaplanowania, czystych linii i klarownego planu działania.

1. Bądź jak chirurg przed operacją

Nie ma miejsca na byle jakość. Przygotuj swoje narzędzia i stanowisko pracy porządnie. Te kilka podstawowych kroków mogą okazać się zbawienne, a jednak często są bagatelizowane. Dopiero, gdy zagnie nam się zwykła kartka A4 do drukarki podczas zmazywania np. szkicu gumką, płaczemy, że mogliśmy wziąć grubszy papier. Natemperowanym ołówkiem rysuje się milion razy lepiej. Warto poświęcić więc tę minutę, aby zwiększyć komfort swojej pracy, ale także estetyczność rysunku. Linie będą się wydawać czystsze, a całość staranniejsza. Koniecznie należy umyć ręce przed rysowaniem, bo jedna tłusta plama albo brudna ręka od ołówka potrafi jednym dotknięciem zniszczyć pracę.

2. Odkryj, czym jest dobry design

Dla mnie jest to jeden z ważniejszych aspektów. Trudno mi wytłumaczyć dokładnie, czym jest dobry design, ale to się czuje, gdy patrzysz na rysunek i wszystko jest na odpowiednim miejscu. Nic nie jest “na lewo”. Czujesz przyjemność z patrzenia, a Twoje oczy skupiają się tam, gdzie powinny. Żaden element Ci nie przeszkadza. Prawdziwe Feng Shui. To jest dobry design. Tylko jak go osiągnąć? Podstawą absolutnych podstaw jest wcześniejsze przemyślenie rysunku. Wyobrażenie sobie całości w głowie (choć nie jest to reguła, bo często wizja zmienia się w trakcie) i narysowanie choćby wstępnego szkicu/pozy czy umiejscowienia elementów. Testuj różne wyrazy twarzy, kompozycje, warianty aż będziesz zadowolony z jednej wersji. Dobry design zakłada też odpowiednią kompozycję – najlepiej jest wstępnie przewidzieć umiejscowienie postaci na papierze. Najgorszym scenariuszem jest sytuacja, w której namęczyliśmy się nad zmarszczkami De Niro w realistycznym portrecie, a tu okazuje się, że twarz jest zbyt blisko lewej krawędzi kartki. Nie da się na to nie zwrócić uwagi. Przemyśl więc, gdzie na płótnie/papierze powinny się znajdować najważniejsze elementy, aby nie skończyć z pustym polem nad głową postaci i potem piłą mechaniczną ciąć płótno malarskie.
Warto na ten punkt przeznaczyć trochę czasu zanim zacznie się rysunek. Nie warto się zabierać za coś bez żadnego planu.

Lepiej mieć zły plan, niż nie mieć żadnego

José Raúl Capablanca
Mogłabym pisać więcej o dobrym designie, bo jest to bardzo szeroki temat.

3. Rysuj, wciąż myśląc

Nie bój się zmieniać szczegółów w trakcie. Czasem dopiero później wpada nam do głowy, jak nadać postaci większej zadziorności i jaki szczegół to sprawi. Gdy nie wiesz, jak podejść do danego fragmentu rysunku, zrób przerwę i szukaj: referencji czy zdjęć. Mnie pomaga często mój zeszyt z elementami rozpisanej anatomii. W tym przypadku chciałam narysować ucho, które nie będzie zbyt szczegółowe i realistyczne, ale wciąż będzie zawierało najistotniejsze elementy typowe dla małżowiny. W tym celu sięgnęłam do anatomicznej budowy tego organu, co pozwoliło mi bardziej “zrozumieć problem”.

4. Stosuj dobre linie

Nie spiesz się. Bardzo ważny jest typ linii, którym się posługujesz – on często buduje klimat całego rysunku i jest wyznacznikiem stylu artysty. Utrzymaj je w przemyślanej konwencji i spraw by były czyste. Często można spotkać się z tzw. szarpanymi liniami – i, o ile to efekt niezamierzony czy kwintesencja naszego stylu (choć niezbyt indywidualnego, przyznacie), lepiej ich unikać. Powoduje to bałagan wizualny – tak jakby artysta próbował zrobić wiele ruchów ołówkiem aż otrzymał wreszcie ten dobry – zaznaczony najgrubszą kreską. Na szczęście jest wiele metod na to, jak można radzić sobie z tym problemem.

5. Nie pozwól, by kolory pogryzły rysunek

Dobrze dobrana paleta potrafi znakomicie podkreślić nastrój rysunku. Dla mnie jest to trudny etap, bo często nieodwracalny, a ja przecież chciałabym spróbować wcześniej choćby dwóch możliwości! Złe pokolorowanie może zniweczyć sukces naszych wielogodzinnych wypocin. Aby choć trochę zminimalizować ryzyko zmiażdżenia rysunku źle dobraną ostrą czerwienia z delikatnym cyjanem, można zrobić na boku paletę. Lub – opcja dla bardziej zawziętych – spróbować pokolorować roboczo część rysunku w programie graficznym (teraz nawet na smartfonach można malować pędzlami).
Na koniec wymaż wszystkie nieestetyczności np. ślady po ołówku. Niech rysunek będzie nieskazitelnie czysty. Na koniec włóż go w folię, jeśli chcesz go przechowywać. Upewnij się przedtem, że praca całkowicie wyschła.
Wszystkie powyższe tipy są subiektywne i na pewno znajdzie się mnóstwo kontrprzykładów. Jednak u mnie te rady spisują się bardzo dobrze, więc zechciałam się nimi z Wami podzielić.
Ja również wciąż się uczę i popełniam błędy – wiele jeszcze przede mną, ale dzięki temu wiem, że nie będę się w życiu nudzić 🙂. Jeśli znacie, jeszcze jakieś genialne wskazówki, podzielcie się nimi w komentarzach! Dajcie, proszę, koniecznie znać, czy chcielibyście czytać więcej takich wpisów.
Rysunek wykonany na podstawie zdjęcia.